VA340

Zintegrowany wzmacniacz stereo. 20 + 20 W RMS – lampy KR300BXLS

 CENA   11 900,00 €

Technical Data
ower Tubes 2 x KR300BXLS
Output Power 2 x 20 W
RMS (THD=3%)
Output 4, 8

Frequency Response 20Hz ÷20KHz (-3dB)
Feedback zero
Damping Factor Approx. 2.8
Preamplifier solid-state with mechanical (reed) relays
Remote Control volume & channel selector
Inputs 4 x line RCA (Cinch)
Input Sensitivity 0.75V
RMS/47k@ 20W (for all channels)
Power requirements 230/115V
AC , 50/60 Hz
Power consumption 240VA
Operating temperature 5C
° to 40C°
Weight Approx. 36Kg
Dimensions including projecting parts and controls (w/h/d)
Approx. 53.5 x 25.5 x 41.5 cm

VA340

Test wzmacniacza KR Audio VA-340 – 09.10.2008 17:01 | audiostereo.pl

Wojna to jeden z pierwszych wynalazków człowieka. Konsekwentnie wprowadzany od czasów „jaskiniowców”, gdy chodziło jedynie o odebranie smaczniejszego kawałka mięsa, poprzez wszystkie kolejne wieki, gdzie wraz z rozwojem cywilizacji i inteligencji człowieka, wojny stawały się coraz powszechniejsze i coraz więcej kwestii w ten sposób załatwiano. W obecnych czasach, poza wojnami napędzanymi jakąś formą „kasy”, pozostałe toczą się o takie czy inne przekonania. I nie kończy się niestety na fundamentalnych kwestiach typu różnica wiary – wojny tak głęboko zapadły w naturę ludzką, że są toczone, w różnych formach, na niemal każdym możliwym froncie. Nasze, audiofilskie podwórko nie jest bynajmniej wyjątkiem. Wyznawcy zapisu cyfrowego gotowi są pojedynkować się z „analogowcami”, zwolennicy solid state z lampiarzami toczą krwawe batalie na łamach for internetowych. Cechą charakterystyczną takich wojen jest to, że nikt, nigdy nie daje się przekonać, a jeśli już zmienia front to po cichu – to, w teorii, czyni takie wojny bezprzedmiotowymi, ale do tej pory nikogo to nie zniechęciło.

Ta recenzja, a jakimś stopniu nawiąże do konfliktu na linii tranzystor – lampa. Większość producentów godzi się z faktem, że ich targetem mogą być albo lampowcy albo tranzystorowcy i nie ma się co szarpać – na zdobycie klientów pośród obydwu grup równocześnie raczej nie ma szans. Niektórzy audiofile radzą sobie z problemem samodzielnie zestawiając lampowe przedwzmacniacze z tranzystorowymi końcówkami, próbując w ten sposób połączyć zalety i wyeliminować wady poszczególnych typów konstrukcji i takie rozwiązanie sprawdza się całkiem dobrze w wielu przypadkach.

Włoski inżynier Riccardo Kron podszedł do tematu w całkowicie odmienny sposób. Po pierwsze stworzył w Czechach firmę KR Audio, która zajęła się produkcją lamp, kolejnym krokiem było rozpoczęcie produkcji również wzmacniaczy lampowych, wykorzystujących produkowane lampy. Ambicją pana Riccardo było stworzenie wzmacniacza lampowego, który będzie czarował lampową barwą, oferując równocześnie tranzystorową dynamikę i pace&rythm, czyli próba pogodzenia dwóch wrogich, audiofilskich frakcji. Absolutnie nie próbował ułatwiać sobie życie i dlatego jego lampy zostały zaprojektowane od początku, i tak produkowane przez KR Audio lampy 300B, zarówno sama 300B, jak i 300XLS, są elektrycznie identyczne z matką wszystkich lamp tego typu czyli Western Electric, dzięki czemu można je stosować w każdym „standardowym” wzmacniaczu, ale jednocześnie ich specjalna konstrukcja umożliwia uzyskanie znacznie większych mocy, odpowiednio nawet 18 i 25W. Większa moc, którą można uzyskać z lamp KR pozwala stworzyć wzmacniacz, który będzie w stanie napędzić dużo trudniejsze głośniki, niż standardowy 8-9 watowy wzmacniacz 300B. Pozostała jeszcze kwestia tranzystorowej dynamiki i doskonałego pace&rythm. Skoro, w przekonaniu pana Krona, końcówka mocy musiała grać w klasie A i musiała być na lampach to miejsce na tranzystor pozostało jedynie … w przedwzmacniaczu. Tak właśnie powstały konstrukcje hybrydowe KR Audio, w tym VA 340 – wzmacniacz oddający 20W mocy w klasie A z lampy 300XLS lub zamiennie z 842VHD.

Wzmacniacz przytargało do mnie dwóch panów z SoundClubu w wielkiej, drewnianej skrzyni, a ponieważ było to w czasie mojej nieobecności, więc wzmacniacz w skrzyni pozostał. Po powrocie do domu oczywiście wziąłem się za wypakowywanie. Pierwsze podejście skończyło się bardzo szybko – poczułem się jak sztangista na pomoście, któremu wrzucono na sztangę parę kilogramów za dużo i po prostu nie udało mi się oderwać wzmacniacza od ziemi. Drugą próbę podjąłem wzmocniony odpowiednią ilością kalorii, i tym razem udało się bez strat w ludziach i sprzęcie. Ta drobna machina waży katalogowo 36 kg ale kiedy trzeba ją podnieść z podłogi, rozpakować z folii i zanieść na stolik, to człowiek gotów byłby się założyć, że targał minimum 50kg. Po ustawieniu na stoliku, mogłem się wreszcie przyjrzeć wzmacniaczowi. Uroda jest rzeczą względną, ale do mnie przemawia taki, dość surowy, czarno-srebrny design. Lampy mocy zamontowane są w osłonkach, dzięki którym nie można bezpośrednio dotknąć lampy, acz przed oparzeniem raczej nie ochronią. Z tyłu mamy 4 wejścia RCA, zaciski głośnikowe i dość specyficznie rozwiązana kwestię wyboru 4 lub 8 Ohm – trzeba odkręcić śrubkę, zdjąć małą blaszkę, wykręcić kilka kolejnych śrubek, wkręcić je w inne dziurki – brzmi skomplikowanie, ale nie jest aż tak źle – zabiera to zaledwie kilka minut. Z dodatkowych zabiegów przed włączeniem pozostaje zdjęcie z lamp silikonowych pierścieni, które zabezpieczają bańki na czas transportu. Wzmacniacz wyposażono również w ułatwienie dla leniuchów, czyli pilota, którym urządzenie można włączyć, wybrać kanał i regulować głośność.

Nie ma chyba zbyt wielu rozwiązań na rynku, mających tranzystorowe pre i lampową końcówkę mocy (SETów w klasie A na dodatek), więc pewnie dlatego nie miałem do tej pory okazji słuchać takiej konstrukcji i nie wiedziałem czego oczekiwać po VA 340. Tak zupełnie szczerze to nie byłem w stanie podejść do odsłuchu całkowicie bez uprzedzeń, bo jednak te tranzystory w torze uwierały mnie, zagorzałego lampiarza, ciągle gdzieś tam z boku :-). Rozpocząłem odsłuchy z zainstalowaną lampą mocy 300XLS, której wcześniej miałem okazję słuchać w kilku klasycznych wzmacniaczach 300B, w tym w moim (na dziś referencyjnym) Art Audio Symphony II.. Pierwszy dzień potwierdzał w zasadzie moje uprzedzenia, choć nie był to dzień odsłuchowy – podobnie jak w przypadku innych odsłuchiwanych urządzeń, tak i tu włączyłem wzmacniacz na cały dzień z płytą w pętli (koncert Claptona „One more car, one more Rider”). Ponieważ była to sobota, więc mogłem od czasu do czasu „rzucać uchem” i … niespecjalnie mi się podobało, ale przynajmniej miałem pewność, że wzmacniacz zaadoptuje się w systemie i że następnego dnia będę już mógł go posłuchać na poważnie. W niedzielę zasiadłem więc do pierwszych odsłuchów – zacząłem od Carmen Bizeta (RCA pod Karajanem z Leontyną Price). Włączyłem, przesłuchałem całą operę (3 CD!) i … zacząłem od początku. Pewnie miłośnicy opery powiedzą, że mam niezbyt wyszukany gust, ale dla mnie właśnie Carmen i właśnie w tym wykonaniu to opera numer 1. Zawsze słucham jej z ogromną przyjemnością, ale to co usłyszałem tym razem, tu użyję kolokwializmu, wgniotło mnie w fotel. Do tej pory, niezależnie od wzmacniacza, duża klasyka brzmiała u mnie dobrze, ale tylko dobrze, z czym świadomie godziłem się, uznając inne zalety mojego systemu za bardziej dla mnie istotne. Przy takiej muzyce mojemu zestawowi brakuje przede wszystkim dwóch rzeczy – po pierwsze rozdzielczości (co zawsze wiązałem z tym, że po prostu jeden szerokopasmowy głośnik nie jest w stanie oddać prawidłowo, tak „dużego”, złożonego dźwięku, jaki daje orkiestra), i po drugie masy/dynamiki dźwięku, co też wynika z ograniczeń Fostexa. VA 340 zdecydowanie poprawił rozdzielczość i dodał brakującej hmmm… (fuj ??!!) tranzystorowej masy/dynamiki dźwiękowi. Czyli jednak się da! Niedziela upłynęła więc pod znakiem „dużej” muzyki – w CD lądowały: Wesele Figara pod Jacobsem, muzyka filmowa z 3ciej części Piratów z Karaibów oraz z Gladiatora i sampler Reference Recordings. Byłem absolutnie zachwycony. Dźwięk z wzmacniacza KR był dość równy w całym paśmie, acz jednak odrobinę podkreślał skraje pasma co świetnie wkomponowywało się w mój system, miał odpowiednią masę, rozdzielczość, ogromną dynamikę – do słuchanej muzyki po prostu rewelacja. Czułem się trochę tak, jakbym słuchał naprawdę dobrego tranzystora, ale 300XLS w końcówce dawały gładkość, jakiej z tranzystora do tej pory nie słyszałem.

Kolejnego dnia zabrałem się więc za inną muzykę pełen nadziei, że jeśli w jazzie, bluesie i klasyce w małych składach usłyszę magię 300B, czyli kapitalną średnicę i znakomitą barwę instrumentów, to będę miał wzmacniacz (dla mnie) idealny. W CD lądowały kolejno Companion Patricia Barber, Folk Singer Muddy Watersa, na talerzu gramofonu Blue Train Coltrane’a, nowa płyta Cassandry Wilson, i …? I VA 340 dalej grał tak samo – bardzo dobra scena, rozdzielczość, dynamika, wypełnienie (zwłaszcza na basie) i tylko … brak magii 300B, nie było tej fenomenalnej średnicy, barwa głosu czy instrumentów jest jak najbardziej poprawna, ale nie zachwyca, nie ma tej niezwykłej namacalności, wrażenia koncertu na żywo. Żeby być całkiem szczerym – 300XLS próbuje dać namiastkę magii 300B i w niewielkim stopniu to się udaje, ale skupia się jednak na innych aspektach dźwięku, z korzyścią dla wymienionych wcześniej, bardziej dynamicznych rodzajów muzyki. Nie ma więc mojego ideału. Jest bardzo dobrze i fan tranzystora powinien się w tym dźwięku zakochać bo będzie miał tranzystorowe granie z delikatnym muśnięciem lampy, które wygładzi i upiększy, w dobrym tego słowa znaczeniu, dźwięk. Każdy, dla kogo duża klasyka jest najważniejsza i kto będzie miał odpowiednie kolumny, bo jednak te 20W nie uciągnie każdego głośnika, choć pewnie z wieloma by sobie poradziło, też powinien być w pełni usatysfakcjonowany. Niewykluczone, że miłośnik rocka też – wrzuciliśmy do CD remaster Back in Black ACDC, a na szlifierkę Live tej samej kapeli i też było bardzo, bardzo dobrze – nóżki tupały, palce pstrykały, głowy się kiwały.

Pozostało więc spróbować, jak VA-340 gra na drugiej dostarczonej lampie czyli 842 VHD. Jest to chyba zupełnie własna konstrukcja KR, bo co prawda istniała lampa 842, ale jej parametry odbiegają znacząco od tej lampy. Natomiast parametry 842 VHD i 300 XLS są dość podobne – ta lampa również oddaje w VA 340 20 W na kanał, porównanie między tymi lampami jest więc jak najbardziej na miejscu. Podejrzewałem, że lampa, która ma jeszcze mniej wspólnego z 300B niż 300XLS, raczej nie będzie szła w kierunki magii 300B, ale pozostało sprawdzić. Słuchałem tych samych płyt co wcześniej i było tak, jak przewidywałem – szkoła dźwięku ta sama, czyli brzmienie świetnego tranzystora, upiększonego wpływem lampy. Różnica między 300XLS i 842VHD polega na tym, że ta druga gra „tak samo tylko bardziej” :-). Wzmacniacz zagrał z jeszcze większą dynamiką i rozmachem, świetnie poukładana scena, dokładnie zarysowane plany, imponujące wybrzmienia. W porównaniu do 300XLS nie ma już tej próby gry w stylu 300B – czy to plus, czy minus to już zależy od punktu widzenia. Dla mnie VA-340 byłby wymarzonym drugim wzmacniaczem, do słuchania przede wszystkim dużej klasyki i rocka, a w tych gatunkach średnica z 300B nie jest mi potrzebna a w formie oferowanej przez 300XLS wręcz na dłuższą metę nieco przeszkadza, bo przypomina czego temu dźwiękowi brakuje do (mojego) ideału. Dlatego ja wybierając ten wzmacniacz na drugą opcję w moim systemie wziąłbym go z lampą 842VHD – żadnego udawania 300B – „wykop”, przejrzystość, precyzja w rysowaniu planów i poszczególnych instrumentów, choć wszystko ciągle jeszcze tym „dobrym muśnięciem triody”. Ale jeśli miałby to być jedyny wzmacniacz w systemie, który musiałby być uniwersalny, to wybrałbym raczej 300XLS.

Czy więc ten wzmacniacz ma szansę zakończyć konflikt lampiarzy z tranzystorowcami? Definitywnie zapewne nie, ale na pewno pozwoli zbliżyć stanowiska stron konfliktu, i to zbliżyć znacząco – moim zdaniem jedni i drudzy mogliby znaleźć w brzmieniu tego wzmacniacza coś dla siebie.

Marek Dyba