TEST – VA 340

Znając poniekąd firmę KR Audio, opinię o niej i jej podejście do budowy wzmacniaczy, nie mogłem sobie odmówić napisania recenzji tego wzmacniacza. Słyszałem też pozytywne oceny modelu Kronzilla, najbardziej znanego projektu Krona, zbudowanego w oparciu o firmowe lampy, wyglądające przy zwykłych bańkach jak Godzilla przy jaszczurce. Ciekawe, że podobnie jak Xaviana KR Audio założył Włoch, a obie firmy produkują w Czechach.

Nie spodziewałem się, że VA 340 sprawi tak poważny problem w transporcie. We wkładaniu go do bagażnika, nawet bez opakowania w drewnianą skrzynię, pomagał mi kolega, a po przywiezieniu do domu okazało się, że sam nie jestem w stanie go wyjąć.

Sprzęt waży 36 kg i kręgosłup powiedział „nie”. Jest to powód do optymizmu; wszak wiadomo, że ciężki wzmacniacz lampowy powinien grać dobrze niejako z natury. Ten jest jednak lampowy tylko częściowo – to hybryda z tranzystorowym preampem na MOS-FET-ach i lampami mocy również sterowanymi krzemem. Całość działa bez pętli sprzężenia zwrotnego. Zarówno stopień przedwzmacniacza, jak i wyjściowy pracują w klasie A.

Wzmacniacz otrzymałem obsadzony lampami 82VHD, przypominającymi nieco pomniejszone 845 . Z nimi też przeprowadziłem odsłuch. Jest to firmowe opracowanie KR Audio, słynącego z lamp niespotykanych u innych wytwórców, produkowanych na własny użytek i na sprzedaż. Jednym z ciekawych projektów firmy jest KR 300B XLS, dysponująca mocą dwukrotnie wyższą od pierwowzoru – 300B.
VA 340 ma surową formę i wyglądem nie wyróżnia się spośród innych produktów KR Audio. Surowa nie oznacza jednak topornej. Wzmacniacz wykonano z dbałością o detale. Zdalne sterowanie głośnością i wyborem źródła ułatwia obsługę. Plastikowy pilocik jest skromny, ale wygodny. Pod względem użytkowym recenzowany wzmacniacz jest urządzeniem zdecydowanie nowoczesnym, bardzo różnym od klasycznych nonkonformistycznych lampowców budowanych „na pająku” i obudowanych ręcznie giętą blachą.
Inną ergonomiczną cechę stanowi duża liczba wejść, w tym pętla rejestratora, a także spore, dobrej jakości zaciski głośnikowe.
Wzmacniacz stoi na gumowych stopach i nie zdradza skłonności do przesuwania się. W trakcie eksploatacji nieco się nagrzewa. Najcieplejsze są masywne osłony lamp mocy. Rozruch i eksploatacja przebiegają bez niespodzianek. Nie słychać brumu w głośnikach, transformatory są ciche, a funkcje działają. Wrażenie z oględzin jest bardzo dobre, o ile komuś nie przeszkadza wzornictwo w stylu scence-fiction.

Jerzy Mieszkowski

Odsłuch rozpocząłem od klasyki. „II koncert fortepianowy” Rachmani-nowa w wykonaniu Lang Langa uważam za nagranie wybitne, zarówno pod kątem realizacji, jak i wirtuozowskiego wykonania. Od pierwszych taktów KR grał zjawiskowo. Był dynamiczny i pełen werwy. W miarę rozgrzewania się lamp dźwięk łagodniał, nabierał płynności i plastyczności. Różnica nie była jednak znaczna i zapewne nie wychwyciłbym jej, gdybym nie słuchał uważnie od momentu włączenia. Rozgrzewka trwa około 20 minut. W jej trakcie barwy się nasycają, pogłębia bas, a wysokie tony łagodnieją. Uderzenia lewej ręki pianisty były wyraziste, a drżenie strun w najniższych rejestrach odczuwało się ciałem. Do tego średnica – namacalna i kremowa. Takiego fortepianu w swoich warunkach domowych dotąd nie słyszałem.
Po doświadczeniu z Rachmaninowem zastanawiałem się, jak wypadną wokale. Nie rozczarowałem się. Atmosfera „Requiem” Mozarta przykuła mnie do fotela. Plastyczność średnicy i naturalne, barwne głosy zadziwiały. Niskie częstotliwości były obecne, ale nie w nadmiarze. Miałem obawy co do tego zakresu, ponieważ wykorzystane w odsłuchu kolumny są wyposażone w, teoretycznie niełatwy do wysterowania, 26-cm przetwornik Scan-Speak Revelator. Nic bardziej mylnego. Wzmacniacz zapanował nad głośnikami bez trudu. Bas był i szybki, i majestatyczny, bez spowolnienia, minimalnie zaokrąglony. Na koniec odsłuchów klasyki sięgnąłem po „Uwerturę 1812”

Czajkowskiego (JVC XRCD). VA 340 przekazał emocje, dynamikę i liryzm, subtelnie zaokrąglając krawędzie instrumentów. Dodał nieco lampowej słodyczy, która czarowała, ale była wybaczalnym odstępstwem od prawdy.
Jazz – zarówno w małych składach, jak Esbjörn Svenson Trio czy Keith Jarrett/Gary Peackock/Jack DeJonette, jak też w nieco większym The Modern Jazz Quartet – nie pozostawiał pola do domysłów. Brzmienie kontrabasu stało na wysokim poziomie. Słychać było zarówno strunę, jak i rezonans pudła, z przewagą brzmienia strun. To lubię. Jedynie do najwyższych częstotliwości mógłbym mieć zastrzeżenia. Były nieco wycofane, przez co gubiły drobniejsze niuanse zawarte w nagraniach. A może po prostu przywykłem do nieco bardziej wyeksponowanej góry pasma, którą jest w stanie przetworzyć głośnik wstęgowy?

  

KR Audio VA 340 to wzmacniacz o znakomitych walorach brzmieniowych. Łączy dynamikę tranzystora i barwę lampy. Mógłby zagościć u mnie na stałe.

Jerzy Mieszkowski

Od lampowego pieca renomowanej firmy można oczekiwać wiele. Z przyjemnością stwierdzam, że się nie zawiodłem. Wzmacniacz jest szybki i przezroczysty, jak to czasem bywa z konstrukcjami SET. Nie przesadza jednak z nadmierną analitycznością, dzięki czemu prezentację odebrałem jako zrównoważoną. Swobodnie wysterował kolumny ARM, znane zresztą z dobrej współpracy z układami lampowymi. Wykładał się na nich niejeden tranzystorowiec, lampa natomiast jeszcze żadna. Uznanie wzbudziła także jego uniwersalność repertuarowa. Pięknie oddawał subtelne tony klarnetu w kameralnym nagraniu A. Michaelsona, a zaraz potem realistycznie stopniował dynamikę w symfonice z organami (Bokszczanin). Na takie zdolności należy zwrócić uwagę. Wielu melomanów ceni wzmacniacze lampowe za ich bogaty ton, jednak obawiają się niedostatków dynamicznych w symfonice i rozrywce. KR zdecydowanie nie cierpi na niedowład w tym zakresie. To uczciwe i uniwersalne urządzenie.
Mimo że VA 340 nie jest purystyczną konstrukcją triodową, to sympatycznie oddawał wszystkie efekty uważane za domenę układów SE o niewielkiej mocy. Kameralistyka z nim to przyjemność. Barwa instrumentów dętych jest prawidłowa, z odrobiną niezbędnego rozmarzenia, ale i błyskiem metalu, kiedy trzeba. Fortepian ma odpowiedni ciężar i barwę, a jazzowa perkusja dźwięczy naturalnie, od miotełek począwszy, a na największych bębnach kończąc. Kron w kameralistyce jest po prostu mocny.

Gęstsze składy również pokazały czeski wzmacniacz z dobrej strony. Dźwięk jest dojrzały i nasycony, ale nie ciężki. Masa wystarcza jednak do wiernego oddania symfoniki i organów. Dodajmy do tego atrakcyjną barwę oraz dobrą rozdzielczość i uzyskamy uniwersalną maszynę bez preferencji. Zarówno wykopu, jak i rozdzielczości wystarczyło KR Audio do naturalnego oddania „Intrady” ze „Strasznego dworu” Moniuszki, a także industrialnych fragmentów „Piątego elementu” Erica Serry. Jeśli chodzi o moje potrzeby, to ten poziom uznaję za satysfakcjonujący. Również mój nowy nabytek – płyta z muzyką symfoniczną na organy, zabrzmiał bardziej niż przyzwoicie.

Stereofonia nie pozostawia niedosytu, a jednocześnie nie odwraca uwagi od muzyki. Nie mam zastrzeżeń do tego dźwięku. VA 340 to neutralność i panowanie nad sygnałem, a wszystko w interesującym industrialnym opakowaniu. Czas spędzony z tym wzmacniaczem uważam za dobrze wykorzystany.

Autor: Jerzy Mieszkowski i Alek Rachwald
Źródło: MHF 04/2010