WYWIAD – KOBIETA I AUDIO

 

WYWIAD
KOBIETA I AUDIO
Z EUNICE KRON, WŁAŚCICIELKĄ KR AUDIO ROZMAWIA WOJCIECH PACUŁA

KR Audio to jedna z firm, które zmieniły rynek wzmacniaczy lampowych. Dzięki nowoczesnemu podejściu do ich projektowania, przez produkowanie swoich własnych lamp, według własnych projektów, doszła do stanu, który w kulturze masowej chętnie nazywa się „kultowym”. Nawet jeśli ktoś wzmacniaczy nie słyszał, to o nich już tak i to najczęściej dobrze. Droga KR Audio nie jest jednak łatwa, a być może nawet trudniejsza niż konkurencji. Puryści krzywią się, bo firma ta obala wiele mitów i nie zważa na tradycję, idąc za głosem rozsądku. Z kolei modernizatorzy, zwolennicy półprzewodników i tak uważają ją za firmę „lampową”, a więc zacofaną i mitomańską. Są więc między młotem i kowadłem. I być może właśnie to dało firmie siłę: nikt nie liczył na to, że będzie łatwo. KR Audio, założona przez Włocha Riccardo Krona i jego żonę Eunice Kron, za swoją bazę wybrała Czechy i tamtejszą fabrykę, w której odbywa się produkcja. W roku 2002 Riccardo jednak umiera i ważą się losy firmy. Na szczęście, przynajmniej dla rynku audiofilskiego, pani Eunice decyduje się kontynuować pracę męża, stając w jednym szeregu „szarych, kobiecych eminencji” hi-endu jak właścicielki-szefowe firm Transparent Audio, Manley Laboratories, Crystal Audio, czy inne kobiety, bez których nasza branża nie byłaby taka sama. Z panią Eunice umawiałem się na wywiad od trzech lat. To jednak zajęta osoba i nawet w czasie wystaw w Niemczech, gdzie się spotykaliśmy, nie dało się „wyszarpać” wystarczającą ilość czasu. Aż się udało. W maju [mowa o 2006 roku – wywiad powstał w maju 2006 roku i przeczekał aż dwa lata zanim udało się go opublikować. Myślę jednak, że lepiej późno niż wcale, tym bardziej, że poruszane problemy wcale się nie zestarzały – przyp. red.], w Monachium, na wystawie High End dało mi się ją porwać na chwilę i ukryć przed wszechobecnymi znajomymi i zadać kilka pytań – o historię, teraźniejszość i przyszłość.

Wojciech Pacuła: Proszę powiedzieć kilka słów o sobie.

Eunice Kron: Urodziłam się w 1947 roku w Nowym Jorku. W 1969 ukończyłam wydział historii w Brooklyn College (CCCNY). Nie usiedziałam jednak zbyt długo w miejscu, ponieważ zanim rozpoczęłam pracę w marketingu, zmieniłam kierunek kariery studiowałam weterynarię w Peruggi, we Włoszech. Moje zainteresowania zawsze jednak gdzieś łączyły się z historią sztuki, wybór Włoch nie był przypadkowy, literaturą i muzyką. Chociaż wybór drogi życiowej uniemożliwił mi nauczanie historii, zawsze wiedziałam, po prostu wiedziałam, że to, czym dane społeczeństwo się charakteryzuje, dlaczego ludzie zachowują się tak, a nie inaczej, pracują tak, a nie inaczej, związane jest ściśle z historycznym zapleczem kulturowym i cywilizacyjnym, a przede wszystkim z podejściem do sztuki i muzyki. Moim marzeniem było zachować jak najdłużej pamięć o wszystkich dziełach sztuki, jakie widziałam i niepostrzeżenie staliśmy się, wraz z moim mężem, posiadaczami pokaźnej kolekcji sztuki wizualnej, instrumentów naukowych, starych książek itp. Powoli rozpoczęliśmy kolekcjonowanie dzieł sztuki malarskiej, książek i artefaktów naukowych, ukazujących różnorodność podejścia różnych ludzi do spraw estetyki sztuki użytkowej. Wraz z moim mężem Riccardo wiele podróżowaliśmy po Europie, Azji i Amerykach, skąd przywoziliśmy kolejne eksponaty. Ale trochę wybiegam naprzód…

Stereofoniczna końcówka mocy Kronzilla SX.
Jej podstawą są potężne triody D-1610. Moc – 2 x 22 W w klasie A SET

WP: Właśnie – jak to się ma do tego, o czym mówimy, do audio?

EK: No tak, trochę zboczyłam z tematu… W 1977 roku poznałam Riccardo i wspólnie rozpoczęliśmy budować coś, co miało łączyć naszą pasję do estetyki – zarówno plastycznej jak i muzycznej – z elektroniką. Rozpisaliśmy wtedy plan R&D mający na celu ulepszenie elementów elektronicznych służących do reprodukcji muzyki, na pierwszy ogień wybierając lampy mocy, których ostatni projekt powstał w roku 1954. Projekt był, tak myślę, bardzo dobry, jednak nic z niego nie wyszło aż do roku 1989, do upadku Muru Berlińskiego, kiedy udało nam się zainwestować w jednej z fabryk lamp w Czechosłowacji (teraz to jest Republika Czeska), gdzie mogliśmy przeprojektować lampy zgodnie z założeniami i projektami poczynionymi prze Riccardo. Byliśmy perfekcjonistami, co kosztowało nas wiele pieniędzy i nerwów. Chociaż papierze wszystko wydawało się proste, nikt nie potrafił powiedzieć co z tego wyjdzie, tak jak Kolumb nie miał pojęcia, co zobaczy, kiedy wpłynął na białe fragmenty mapy. Walka o wynik rozpoczęta w styczniu 1992 roku, a był to długi i żmudny proces prób i błędów, została uwieńczona sukcesem na jesieni 1994 roku, kiedy to przywieźliśmy dwie poprawione lampy 300BX na włoską wystawę Milan Top Audio, gdzie były użyte we wzmacniaczu Audio Note. Dźwięk był zniewalający.

WP: Audio Note? To trochę obrazoburcze poprawiać dźwięk legendy, prawda?

EK: Absolutnie tak! Ale legendy istnieją tylko dlatego, że tak chcemy je widzieć. Nic nie mam do Audio Note, to znakomita firma, ale… Ludzie byli zaskoczeni tym, jak lampy zmieniły dźwięk wzmacniacza. Bo to przecież trudno zaakceptować fakt, iż można wrócić do korzeni i od w nieco inny sposób pomyśleć o czymś tak, wydawałoby się, skamieniałym, jak technika lampowa. Inne techniki formowania szkła zmiana technik stosowanych jeszcze w laboratoriach Marconiego, trudno było uwierzyć, że przez takie zabiegi można w tak diametralny sposób zmienić, naszym zdaniem polepszyć, dźwięk.

WP: Czym się ten nowy dźwięk charakteryzował?

EK: Nowy dźwięk charakteryzował się większą dynamiką, lepszą definicją, wynikającą z większej rozdzielczości – ludzie usłyszeli szczegóły, na które wcześniej nie zwracali uwagi – i z początku dość dziwny efekt polegający na powiększeniu sceny dźwiękowej, która nie miała już zawężonej perspektywy. Poszczególne elementy dźwięku zostały odseparowane, nie zlewały się. Kiedy zamknąłeś oczy mogłeś usłyszeć, niemal zobaczyć, wokalistów, instrumenty umieszczonych w miejscu, w którym zostali nagrani. Dla nas, podobnie jak dla wielu zwiedzających to była prawdziwa rewolucja.

Trioda T-1661 to lampa, która jest w tej chwili wizytówką firmy.
Można z niej uzyskać do 50 W w klasie A.

WP: Czy ten sukces przełożył się na jakieś wymierne korzyści, poza zadowoleniem z dobrze wykonanej pracy?

EK: Tak, na szczęście tak. Dzięki tej jednej wystawie i efektowi mogliśmy dać fabryce pokaźny zastrzyk pieniędzy. Staliśmy się wówczas pierwszą w historii firmą oferującą ręcznie wykonywane lampy do hi-endu. Firmy OEM długo nie mogły nam wybaczyć, że pokazaliśmy, że jest lepsza alternatywa niż stare projekty lub coś lepszego niż lampy oryginalnie mające pracować jako lampy transmisyjne. Komunikat był jednak również taki, że za to coś „ekstra” trzeba zapłacić. W dość krótkim czasie nasze lampy pojawiły się u różnych producentów, czym naruszyliśmy stan „stazy”, równowagi istniejącej między największymi istniejącymi fabrykami lamp, fabrykami w Chinach, fabrykami w Rosji i innymi producentami korzystającymi z wysłużonych maszyn. Konsumenci mieli wybór. Nawet jeśli ileś fabryk po 1990 roku utrzymało możliwości masowej produkcji wielu popularnych lamp, to nie miało możliwości produkcji specjalistycznej. Znaleźliśmy więc swoją własną niszę jako producenta audiofilskiego i hi-endowego, zarówno pod swoją marką, jak i na rynek OEM. Dla nas realizacja naszego biznes-planu w tak krótkim czasie była jak spełnienie marzeń.

WP: Jak długo trwała radość? Nic przecież nie trwa wiecznie.

EK: Niestety… W 1997 Azja przeżyła pierwszy kryzys i rynek lamp się załamał. Postanowiliśmy wówczas z Riccardo, że zbudujemy wzmacniacz audio, w którym moglibyśmy zastosować nasze lampy i w ten sposób, niejako wtórnie, wspomóc ich sprzedaż. Nowe produkty ujrzały światło dzienne w roku 1999, a za ich podstawę posłużyła zaprojektowana przez nas i skonstruowana podwójna trioda KR T-1610. Dźwięk urządzenia bardzo się spodobał i rozpoczęło się odbieranie nagród. Niestety, w tym samym roku u Riccardo zdiagnozowano raka. Przeszedł dwie operacje, po których przez krótki czas wydawało się, że będzie dobrze. Jednak nic z tego. Zmarł we wrześniu 2002 roku.

Wzmacniacz zintegrowany VA340, oparty o lampy T-100 pracujące w klasie A.
Moc – 2 x 30 W. Zdjęcie pochodzi z wystawy w Monachium,
na której KR Audio wystawiał się m.in. z polską firmą Accuhorn.

WP: Bardzo mi przykro. Jednak w następnym roku widzieliśmy się na wystawie High End w Niemczech…

EK: Tak, pamiętam. Po pogrzebie usiadłam i musiałam zdecydować co dalej. Czy zamykam KR Audio czy robię coś dalej. Pomyślałam wtedy, że to byłoby zmarnowanie energii i pracy Riccardo, jeśli jego imię miałoby być używane jedynie w czasie przeszłym. Dlatego zdecydowałam, że będę kontynuowała jego pracę. I tak zostałam szefową KR Audio

WP: No tak, ale przecież Pani nie jest inżynierem, prawda?

EK: Rzeczywiście, nie jestem. W zarządzaniu nie jest jednak najważniejsze to, żebyś wszystko robił sam, ale żebyś sobie umiał znaleźć ludzi, którzy zrobią to lepiej niż ty. W styczniu 2002 roku zatrudniłam więc jednego z najlepszych znanych mi inżynierów, młodego człowieka, który od tamtej pory jest odpowiedzialny za projekty. Jakoś tak się złożyło, że po azjatyckim krachu to był drugi moment słabości finansowej rynku audio. Wśród powodów najczęściej wymienia się SARS i związane z tym problemy, ludzie nie mogli podróżować, Azjaci kolejny raz bankrutowali, a tuż za rogiem czaił się Afganistan i Irak. Oczywistym rozwiązaniem była ucieczka do przodu i przygotowanie nowych konstrukcji, które mogłyby przekonać malkontentów, że to jest to o co chodzi i że nowe projekty są tak dobre, a może nawet lepsze niż oryginalne, wykonane przez mojego męża. W tym czasie zaprojektowaliśmy integrę 340 i końcówki Kronzilla SX oraz DX. Również wówczas sfinalizowaliśmy przygotowania do produkcji nowych lamp: KR PX-4, nowej wersji KR T-100, KR 211, KR 845 i poprawionej KR300B.

Pani Eunice Kron obok wzmacniacza Kronzilla.

WP: Czym więc teraz jest KR Audio – producentem lamp i dopiero wzmacniaczy czy raczej producentem wzmacniaczy, dla których produkuje lampy?

EK: Chociaż KR pozostaje liczącym się graczem na rynku specjalistycznych lamp i projektuje wiele lamp na indywidualne zamówienie do konkretnych projektów, naszym głównym zadaniem jest produkcja „precyzyjnych instrumentów”, jak często prasa nazywa nasze wzmacniacze. Myślę, że kiedy raz usłyszy się „szkołę” dźwięku KR Audio trudno wrócić do klasycznych konstrukcji.

WP: I na koniec – stereo czy może jakiś flirt z multichannel?

EK: [śmiech] Wyłącznie dwa kanały!